Armação de Pêra,  Portugalia

Armação de Pêra

Algarve, rejon, który rozciąga się wzdłuż całego południowego wybrzeża Portugalii. Jakiś czas wcześniej, gdy zastanawiałam się jaki kierunek obrać tym razem na wakacje wpadło mi gdzieś w oko zdjęcie jednej ze słynnych tutejszych plaż, mianowicie Praia da Benagil.

I pomyślałam, chcę to zobaczyć, czemu by nie ?😏

Tym razem poszłam na łatwiznę i zarezerwowałam ten mój ośmiodniowy pobyt zwyczajnie przez TUI. 

Najbardziej zależało mi na tym żeby było blisko do tych cudownych plaż jak Praia da Marinha czy właśnie Benagil. Po drugie nie chciałam ograniczać się do żadnego all inlusive ( zazwyczaj nie wstaję na śniadania a kolację lubię zjeść też późno 😉 i tak znalazłam apartament w Armação de Pêra. 

Tak oto 18 września 2018 wylądowałam na lotnisku w Faro.

Czy była to miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, nie od razu, ale za to taka już na wieki 💘


Był już późny wieczór gdy transferem z lotniska dotarliśmy do hotelu. Po szybkim więc wrzuceniu walizek do pokoju, i pobierznych oględzinach trzeba jeszcze było coś zjeść.

I tu pierwszy raz moje serduszko piknęło gdy na talerzu podano mi idealnie przyprawionego i idealnie zgrillowanego okonia morskiego. Niebo w gębie, mówię wam. 

Po pierwszym kęsie już wiedziałam, że na tych wakacjach codziennie będę taką świeżą rybkę spożywać. A jak dam radę to i nawet dwa razy dziennie 😉 

Dodatkowo urzekł mnie ogólny koszt tego rajskiego prawie że posiłku, który po moich zimowych wakacjach w Norwegii i tamtejszych cenach był dla mnie kompletnym zaskoczeniem. A więc cała, świeża rybka, jakaś tam sałatka, frytki, białe wino i woda kosztowały mnie jakieś 13 euro. Jeść, jeść i tylko jeść, mówię wam😊

Dodam jeszcze, że mieszkam na stałe w Holandii i chociaż wokół pełno wody to świeże ryby są tu w cenie.

Armação de Pêra, było sobie małą rybacką wioską w gminie Silves. Ale dzięki swojemu otoczeniu czyli przepięknym plażom, bajecznym formacjom skalnym i ukrytymi w nich grotami i jaskiniami zaczęła przyciągać tłumy turystów przerodziło się w prawdziwy turystyczny kurort.

Centrum to przede wszystkim bulwar położony wzdłuż oceanu, który dalej przechodzi w wąską, lekko schodzącą w dół uroczą, typową dla Portugalii, wybrukowaną uliczkę. Wokół hotele, apartamentowce, kafejki, restauracje i sklepiki z pamiatkami.


Idąc tą uliczka natrafimy również na małą fortecę Fortaleza de Armação de Pêra z 1571 oraz kaplicę Capela de Santo António z 1720, koło której z pewnością nie można przejść obojetnie. 

Jak już mówiłam nie bez powodu wybrałam tę miejscowość. Doskonała baza wypadowa do miejsc, które planowałam zobaczyć w tej części Algarve. 

I tak do plaży Praia de Marinha to np. zaledwie ok.7-10 km, zależy czy pieszo czy autem. Ja oczywiście poleciałam pieszo … i nie dotarłam 😆 Zgubiłam się na pustkowiach i rozdrożach. Ale nie załuję, za to całkiem przypadkiem odkryłam inne cudowne plaże min. Praia de Nossa Senhora da Rocha z przepięknym punktem widokowym i umieszczoną na nim kapliczką Nossa Senhora da Rocha. 

Z Armação de Pêra można tam się dostać drewnianą kolejką, która kursuje przez cały dzień z samego bulwaru, koszt ok.2-3 euro. Jest to jedno z tych miejsc, które trzeba po prostu zobaczyć. Ale o tym wszystkim napiszę jeszcze osobny post.

Benagil również znajduje się w odległości zaledwie 10 km autem. Można się tam wybrać także łódką. Łodzie znajdziecie na głównej plaży w Armação de Pêra, nie da się ich nie zauważyć. 

Tu taka mała uwaga, polecam małe łodzie, te mogą wpłynąć do jaskiń takich jak Benagil no i oczywiście jeszcze mniejszych. Większą łodzią turystyczną jest to po prostu niemożliwe. 

Przegrałam z większością głosów i wykupiliśmy bilety właśnie na taki większy statek i to była porażka. Wiem brzmi brutalnie, ale mając Benagil praktycznie pod samym nosem my jechaliśmy busem w przeciwnym kierunku prawie godzinę, na miejsce skąd odpływał statek. Po czym tą samą odległość pokonaliśmy drogą morską po to żeby przysłowiowo pocałować klamkę, czyli pogapić sie na jaskinię Benagil z zewnątrz. Po czym jeszcze wrócić taką samą drogą. No nie był to mój wymarzony sposób, ale cóż, przeżyłam 😅 Przynajmniej mam powód żeby wrócić tam jeszcze raz 😉 Zresztą nie moge sobie darować, że nie miałam jeszcze w tym czasie aparatu, zdjęcia z telefonu to nie jest to … A widoki są tam naprawdę spektakularne. Więc mam i kolejny powód do powrotu 😉

  • Słyszałam, że na pewno w Lagos można wypożyczyć małą łódkę z kierowcą, koszt 20 euro za 2 osoby za ok.40 min.

Jakieś 80 km na zachód od Armação de Pêra znajduje się Sagres a 6 km od niego Przylądek Św. Wincenta (Cabo de São Vicente). Jest to najdalej wysunięty na zachód kawałek Europy. Dawniej wierzono, że to tutaj znajduje się właśnie koniec świata. Po drodze do Sagres warte zobaczenia są jeszcze z pewnością Lagos czy Portimão, nie wspomnę już innych mniejszych miejscowościach.


Jeszcze krótko o tym gdzie się zatrzymałam.

Hotel/Apartamentowiec Algar z restauracją na dole, z małym basenem na dachu, położony w samym centrum na bulwarze.

Niektóre pokoje odnowione, niektóre nie. Mi trafił się taki jeszcze nieodnowiony, ale że nie jestem wybredna, więc był całkiem ok. 

Aneks kuchenny, lodówka, czajnik, wszystko co potrzebne do przeżycia i zaparzenia porannej kawy ( co dla mnie jest najważniejsze 😆 ).

Niestety jeden szczegół psuł mi ten mój sielankowy tam pobyt. Mianowicie internet a raczej komletny jego brak w moim pokoju. Żeby wysłać jakąkolwiek wiadomość musiałam biegać w okolice windy. Chociaż zgłaszałam to kilkakrotnie w recepcji to odniosłam wrażenie, że nikt się tym jakoś specjalnie nie przejął.


Jeżli chodzi o restauracje to jadłam w kilku. Nie wszystkie nazwy spamietałam ale jedną mogę szczególnie polecić. Restauracja Hera, miejsce naprawdę godne polecenia 👌 Wracałam tam trzy razy 😊 Serdeczna obsługa, świeże ryby i owoce morza, cudowne sardynki, przepyszne desery … Co tu wiecej mówić. Trzeba spróbować 😉 

Tam zresztą swoim niepohamowanym ( albo raczej nienażartym ) apetytem na świeże ryby zadziwiłam całą obsługe. 

Gdy zamówiłam okonia morskiego na kolację, kelner zasugerował, że został tylko jeden, dosyć spory i może powinnam zjeść go z kimś na pół. A że moje współtowarzyszki nie jadały świeżych ryb więc powiedziałam, że chętnie skonsumuję go sama. Na co on, że może w takim razie najpierw rzucę okiem, bo okoń jest naprawdę duży. Poszłam za nim, rzuciłam okiem i powiedziałam, że to nie problem. Rybkę w końcu mi podano i oczywiście zjadłam całą do ostatniej ości 😉 

Ps. Nie jestem typem, który preferuje wakacje na plaży, upały, kąpiele słoneczne itp. Dlatego muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że Portugalia wywrze na mnie aż takie wrażenie.

A jednak, stało się … Zakochałam się po uszy po tym gdy po raz pierwszy wybrałam się na klify. Każdego dnia miałam problem żeby stamtąd wrócić, dosłownie. Nie mogłam się od nich oderwać, najchętniej zbudowałabym szałas i została tam na zawsze 😉

Ale o tym wszystkim napiszę w następnym poście.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.